Forum www.spotkania.fora.pl Strona Główna www.spotkania.fora.pl
zatrzymaj się na chwilę
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Nasze lektury
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 9, 10, 11 ... 15, 16, 17  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.spotkania.fora.pl Strona Główna -> Kultura / Nasze: lektury, filmy, muzyka
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Daga




Dołączył: 13 Lut 2009
Posty: 22264
Przeczytał: 32 tematy

Pomógł: 4011 razy
Ostrzeżeń: 0/4

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 10:32, 12 Lip 2016    Temat postu:

Jak widać wiedza moja jest uboga, bo Witajcie w małpiarni kojarzy mi się wiesz z czym i z kim?, a tu pomyłeczka Very Happy

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
multilatek




Dołączył: 12 Sty 2010
Posty: 1304
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 926 razy
Ostrzeżeń: 0/4
Skąd: Łódź
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 19:57, 12 Lip 2016    Temat postu:

Opowiadania pochodzą z okresu 1951-60, więc do naszej rodzimej małpiarni jeszcze kawał czasu.
Jest zabawna opowieść o zagorzały,m zwolenniku Goldwatera- rywala Kennedy'ego w wyborach prezydenckich w 1960r.
Ów przeciwnik Kennedy'ego jest jego sąsiadem, szczerze go nienawidzi i żeby zatruć mu życie montuje na ścianie swego domu olbrzymi portret Goldwatera z wielkim lampami w oczach. Lampy te zapala o zmroku. Któregoś wieczora zapomniał o tym i wracający po zmierzchu Kennedy staje zakłopotany przed swoją furtką nie widząc wjazdu. Jego wróg przypomniał sobie o lampach i natychmiast je zapala.
Kennedy może wreszcie bezpiecznie wjechać na swój teren.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
hajdi




Dołączył: 08 Gru 2008
Posty: 25572
Przeczytał: 38 tematów

Pomógł: 4257 razy
Ostrzeżeń: 0/4
Skąd: Gliwice
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 21:10, 12 Lip 2016    Temat postu:

Zabawne Smile to o Kennedym to też niejako odlot Smile

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
hajdi




Dołączył: 08 Gru 2008
Posty: 25572
Przeczytał: 38 tematów

Pomógł: 4257 razy
Ostrzeżeń: 0/4
Skąd: Gliwice
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 8:50, 14 Lip 2016    Temat postu:

Skończyłam wreszcie te "Szatańskie wersety" Salmana Rushdiego. Strasznie to męczyłam. Gdybym znała Koran wiedziałabym o co ta cała awantura z kar,a śmierci dla autora Smile

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
multilatek




Dołączył: 12 Sty 2010
Posty: 1304
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 926 razy
Ostrzeżeń: 0/4
Skąd: Łódź
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 22:22, 19 Lip 2016    Temat postu:

Szatańskich wersetów nie dokończyłem. Ugrzęzłem w sprawach tyczących aktorów Bollywoodu. Przestałem rozumieć cokolwiek. Może kiedyś, w chwilach głodu, wrócę?
Teraz mam za sobą Pamiętniki Ignacego Jana Paderewskiego spisane przez Mary Lawton. Paderewski tłumaczy we wstępie, że nie umiałby napisać pamiętnika, więc podyktuje go zaprzyjaźnionej dziennikarce i pisarce. Jest to bardziej zapis rozmowy systematyzowanej przez pisarkę, która zadbała o chronologię i podział tematyczny.
Dzieło jest ogromne, choć obejmuje okres od wczesnego dzieciństwa do wybuchu wojny 1914 roku. Czytałem już wcześniej Życiorys polityczny Paderewskiego i widzę, że starczyłoby tego życia dla trzech.
Nie da się go opowiedzieć. Są tam fragmenty frapujące. W dzieciństwie, nocna ucieczka saniami przed sforą wilków zakończona szczęśliwie tylko przez przypadek. Woźnicy udało się opanować spłoszone konie i natrafiono na sterty siana pozostawione na polu na zimę. Ognisko pozwoliło na przeczekanie do rana. W młodości (17 lat) próby odbycia podróży artystycznej po Rosji zakończone klęską, upór w zdobywaniu najwyższych umiejętności pianistycznych, pomimo, że wszyscy znaczący nauczyciele odradzali Paderewskiemu fortepian. W orkiestrze Konserwatorium Warszawskiego grywał na helikonie. Dwukrotnie usunięty z konserwatorium za sprzeciw wobec dyrektora orkiestry. Upór i pomoc życzliwych ludzi doprowadziły do tego, że stał się osobistością powszechnie znaną. Na przełomie wieków Paderewski to świata obywatel i przyjaciel królów. Przyjaźni się z kilkoma kolejnymi prezydentami USA, jest ulubieńcem królowej Victorii, należy do ścisłego grona najznakomitszych muzyków epoki, przyjaźni się z Schumanem, Czajkowskim, Modrzejewską, Gounodem, Boito'em (kompozytor i librecista Verdiego). Królów Rumunii, Hiszpanii, gubernatorów Indii, Nowej Zelandii i pomniejszych władców na da się spamiętać. Po USA podróżuje prywatnym pociągiem. Zarabia szalone pieniądze. Podróżuje po całym świecie. Zadziwia wręcz rozległość tych podróży, niektórych niebezpiecznych a wszystkich niesamowicie męczących. Kupuje majątki ziemskie bowiem uważa się za rolnika. Nie umie wydawać pieniędzy, ale od młodości zbiera na pomnik grunwaldzki. Postanowił, że jeśli los mu pozwoli to ufunduje pomnik na 500 lecie bitwy. Los pozwolił mu zrealizować marzenie, 15 lipca 1910 roku odsłania w Krakowie ufundowany przez siebie pomnik. (Rzeźbiarz, Antoni Wiwulski)
Towarzyszą mu tłumy.
Kupuje posiadłość w pobliżu miejscowości Morges nad jeziorem Genewskim. Przeżywa okres wstrętu do fortepianu. Cztery lata nie dotyka klawiatury. Komponuje. Tam zastaje go wybuch wojny.
Przedmowę do pamiętników napisał G. Bernard Show w formie listu do Mary Lawton. Pamiętnik spisano w roku 1933.

Już poza pamiętnikiem.
Lata wojny do 1917 spędza w Ameryce, w 1918 wraca do kraju, bierze czynny udział w odzyskaniu niepodległości, zostaje premierem rządu.
W latach 1922-28 powraca do działalności artystycznej. W 1936 uczestniczy w realizacji filmu "Sonata księżycowa". Pozostał w tym filmie zapis jego recitalu. Chyba jedyny dokument jego gry.
W 1940 wraca do USA starając się uzyskać wsparcie dla Polski i aliantów.
Umiera 29 czerwca 1941 roku. Pochowany w Waszyngtonie.


Post został pochwalony 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
hajdi




Dołączył: 08 Gru 2008
Posty: 25572
Przeczytał: 38 tematów

Pomógł: 4257 razy
Ostrzeżeń: 0/4
Skąd: Gliwice
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 8:36, 20 Lip 2016    Temat postu:

Imponujący życiorys. Tylko takim uporem i dążeniem do wyznaczonego celu można osiągnąć szczyty, tak jak to udało się Paderewskiemu. Dzięki za przybliżenie sylwetki tego wybitnego Polaka Exclamation

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
multilatek




Dołączył: 12 Sty 2010
Posty: 1304
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 926 razy
Ostrzeżeń: 0/4
Skąd: Łódź
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 9:03, 27 Lip 2016    Temat postu:

Testament Odysa Waltera Jensa, fragment "autobiografii" Odyseusza obejmujący wydarzenia związane z wojną trojańską. Barwna, poetycka fantazja wplatająca domniemane poglądy i czyny Odysa w ciąg wydarzeń znanych z Iliady i Odysei. Opowieść jest podana w formie testamentu adresowanego do wnuka, Prazydrasa syna Telemacha.
Poznajemy nieznane do tej pory wydarzenia. Oto Odys staje w szranki w innymi zalotnikami o rękę Heleny. Domyśla się gry, jaką ona prowadzi i choć Helena okazuje mu względy i budzi nadzieję, odchodzi. Postrzega bowiem, że Helena traktuje podobnie innych zalotników. Ostatecznie Helena wybiera Menelaosa, brata Agamemnona, człowieka szorstkiego i porywczego.
Po pewnym czasie, do portu w Itace dopływa łódź Menelaosa. Menelaos przybywa z wieścią, że został porzucony. Helena uciekła z Parysem, ale Menelaos nie jest w nastroju do wojowania. Jest przybity tym, co się zdarzyło. Tylko Odys rozumie, że Helena szuka zemsty na nim, który wzgardził jej uczuciem. Menelaos jest tu pionkiem bez znaczenia. Helena wie, że uwikła całą Grecję w w wojnę o nieprzewidywalnych rozmiarach.
Oryginalny pomysł.
Dziesięć lat trwa wojna. Cierpią i giną ludzie. Wreszcie to Odyseusz (Ulisses) wpada na pomysł drewnianego konia. Ukryty w jego wnętrzu z dziesięcioma towarzyszami czeka cztery dni na wciągnięcie przez bramę skajską. Wreszcie może wykonać swój zamiar i zniszczyć wroga. Wie, że czwartego dnia Achajowie wrócą pod mury Troi i zastaną otwartą bramę. Wychodzi jednak wieczorem i przechadza się po mieście. Widzi spokojnych mieszkańców cieszących się zakończeniem wojny. Widzi rodziny przy wieczerzach, kapłanów na modłach, starców bawiących się z wnukami i wie, że za kilka godzin wszystko to zostanie zniszczone a ludzie pomordowani. Odszukuje kapłana i mędrca, Laokoona, mówi kim jest, ujawnia plan zdrady i przedstawia propozycję rozwiązania. Laookon porozumie się z Priamem i poddadzą miasto na warunkach honorowych. Wszyscy maja już dość zabijania i Odys nakłoni Achajów aby przyjęli warunki.
Los chce jednak inaczej. Dwa węże zabijają Laokoona i jego dwóch synów, kiedy rano wychodzą obmyć się w morzu.
Odys zdradza Greków. Ujawnia się na ulicy i nakłania Trojan aby go zabili, bo nie może znieść myśli o okropnościach jakie spowoduje, ale Trojanie mają go za pijanego.
Historia musi wypełnić się tak jak postanowili bogowie. Troja ginie.
Odyseusz ogląda zrujnowany pałać Priama, wchodzi do alkierza Heleny. Widzi flakoniki i puzderka z pachnidłami, szminkami i pudrami. Rozumie, że kiedy piękno Heleny przeminęło, bo na upływ czasu nikt nie ma sposobu, ona upiększała się aby pokazywać Trojanom swoją urodę. Gdy wyjeżdżała do greckiego obozu, jej pojazd był zakryty. Trojanie obrzuciliby ją kamieniami za te oszustwa.
Z uratowanym starym i chorym Priamem Odys spędza długie godziny na rozmowach. Treść tych rozmów roznieśli plotkarze ubarwiając je o morskie potwory, śpiewy syren i różne fantazje, które przypisano Odysowi.
Po powrocie na Itakę, Odys zastaje Penelopę z nowym małżonkiem. Nie ujawnia się i zamieszkuje na odludziu. Spisuje swoja historię adresując pismo do wnuka.
Uff, koniec.
W opowieści jest kilka zastanawiających nieścisłości.
Autor wspomina o żołnierskich mundurach, weneckich koniach, rynku przed ratuszem, czy wreszcie Atenach. Żadne z tych pojęć nie pochodzi z epoki mykeńskiej a przecież autor nie był dyletantem. Nie mógł tego nie wiedzieć.


Post został pochwalony 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Daga




Dołączył: 13 Lut 2009
Posty: 22264
Przeczytał: 32 tematy

Pomógł: 4011 razy
Ostrzeżeń: 0/4

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 21:25, 01 Sie 2016    Temat postu:

Owszem, czytałam te dzieła w szkole, ale Podziwiam Cię, Twoje opowieści są cudne. Very Happy

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
multilatek




Dołączył: 12 Sty 2010
Posty: 1304
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 926 razy
Ostrzeżeń: 0/4
Skąd: Łódź
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 9:33, 05 Sie 2016    Temat postu:

Historie dopowiedziane do znanych faktów lub mitów, to szczególna sztuka. Można podziwiać inwencję i pomysłowość autora w kojarzeniu ze sobą zdarzeń ze znanej rzeczywistości nie mających z sobą nic wspólnego. Znakomitym przykładem może być Cmentarz w Pradze, Umberto Eco. Jest również takim dziełem Testament Odysa. Zabawa jest przednia, wymaga jednak od czytelnika znajomości oryginałów, w przeciwnym wypadku cały trud autora trafi w próżnię.
Moją kolejną lekturą był zbiór nowel (Nowele zebrane) Karola Bunscha. Opowiadania ograniczają się do trzech tematów: praktyki adwokackiej, Wydarzeń pierwszej wojny i myślistwa. Prawdę mówiąc kończyłem czytanie nieco zawiedziony. Kiedyś, dawno, czytałem powieści historyczne Bunscha i podziwiałem znajomość realiów epoki i sugestywność narracji. Bunsch wykonywał jakiś czas zawód adwokata i mógłby przytoczyć przykłady bardziej trafiające do przekonania. Strzelanie do kaczek nie było nigdy czynnością porywającą i czytałem o nim bez emocji.
Dużo ciekawszym dziełem, choć już ponoć zestarzałym był Tajemniczy przybysz Marka Twaina.
Mark Twain podchodził pięć razy w ciągu swojego długiego życia do problemu natury ludzkiej. Zachowały się informacje o pięciu próbach podjęcia tematu " młodego szatana". Tajemniczy przybysz jest próbą ostatnią, choć wykorzystującą starsze pomysły.
Akcję umieścił autor w Austrii, nie ma to zresztą żadnego znaczenia, bowiem żaden szczegół historii nie ma związku z tym akurat krajem. Czas akcji to rok 1500. Ma to jedynie takie znaczenie, że umożliwia opisy tropienia czarownic.
Bohaterami dramatu są trzej chłopcy, do których podczas zabawy dołącza tajemniczy młodzieniec. Młodzieniec wyjawia, że jest aniołem. Jest aniołem w fazie upadania, zatem ma na imię Szatan. Ma również swoje ziemskie imię i nazwisko, Traum (sen).
Szatan objaśnia świat młodym chłopcom i niekiedy ingeruje w życie wioski powodując zazwyczaj fatalne skutki. Kiedy obdarzy znaczną sumą biednego księdza, ten zostanie oskarżony o kradzież i czary. Kiedy na prośbę chłopców ratuje kogoś od nieszczęścia to pakuje go w jeszcze gorsze, bowiem liczba opcji jest ograniczona i losu nie można zmieniać dowolnie. Można wybierać tylko pomiędzy określonymi do końca możliwościami.
Ratując jednego z chłopców przed brutalnym ojcem, nieopatrznie skrócili mu życie do jedenastu dni. Taką wybrali opcję nie znając wszystkich jej szczegółów. Manipulowanie losem to zabawa niebezpieczna.
Twain pokpiwa sobie z natury ludzkiej. Jest w powieści scena, w której Szatan tworzy z błota kilkuset małych ludzików. Ludziki zabierają się do budowy zamku wykazując te same wady i słabostki co normalni ludzie. Kłócą się i strącają z rusztowań, w końcu przystępują do ogólnej bójki. Szatan pozwala młodym chłopcom obejrzeć społeczeństwo w miniaturze, pod lupą.
Jest w opowieści jakaś nuta faustowska. Jest nawet piękna Małgorzatka, jednak morał opowieści nie prowadzi w stronę wykorzystania doświadczenia życiowego w życiu "od nowa". Szatan jest bardziej snem, marzeniem, podświadomością młodych ludzi. Zostawia ich i znika ze słowami o nierealności świata, który jest w rzeczywistości pustą wiecznością.


Post został pochwalony 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Daga




Dołączył: 13 Lut 2009
Posty: 22264
Przeczytał: 32 tematy

Pomógł: 4011 razy
Ostrzeżeń: 0/4

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 17:13, 05 Sie 2016    Temat postu:

Biegnę tu czytać, co nam dziś zrecenzujesz i niech tak będzie zawsze. Bunscha oczywiście czytałam, ale następna Twoja opowieść uruchomiła moją wyobrażnię w kierunku analogii do dzisiejszych czasów.
Otóż znam jednego manipulanta ludzkimi losami, jak ten Traum, co pomaga ludziom niszcząc ich. Nasz Traum pozwala patrzeć swoim poddanym, ze swojej opcji jak reszta się męczy.
To co, że 27 lat temu wyzwoliliśmy się spod buta oprawcy?
To mu sprawia wyrażne zadowolenie, często widzimy zadowolenie na twarzy "diabła"
Z deszczu pod rynnę Sad


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
hajdi




Dołączył: 08 Gru 2008
Posty: 25572
Przeczytał: 38 tematów

Pomógł: 4257 razy
Ostrzeżeń: 0/4
Skąd: Gliwice
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 18:12, 05 Sie 2016    Temat postu:

Nie znałam tej twórczości Twaina i nie przypuszczałabym, że i takie opowiastki tworzył. O działalności szatana dużo się ostatnio naczytałam w "Szatańskich wersetach" i mam dość na jakiś czas takiej tematyki !

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
multilatek




Dołączył: 12 Sty 2010
Posty: 1304
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 926 razy
Ostrzeżeń: 0/4
Skąd: Łódź
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 18:25, 05 Sie 2016    Temat postu:

To raczej scena z małymi ludzikami oddaje nasz obecny los. Cóż znaczyłby jeden dość przeciętny człeczyna, gdyby nie jego otoczenie, banda chamów zdolna otumanić tysiące durniów na oczach obojętnej większości.
Dla mnie, przerażająca jest właśnie obojętność przyszłych ofiar.
Kiedy byłem pierwszy raz w RFN (1968), słyszałem wkoło zdanie, że Niemcy cierpią za winy Hitlera. Niemcy jednak zrozumieli, że to naiwne tłumaczenie. Zrujnowana Europa i miliony ofiar, to nie wina Hitlera. Sam Hitler mógł najwyżej wybić szybę, albo rzucić granat. Do zbrodni trzeba było narodu, którego większość milczała.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Daga




Dołączył: 13 Lut 2009
Posty: 22264
Przeczytał: 32 tematy

Pomógł: 4011 razy
Ostrzeżeń: 0/4

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 18:31, 05 Sie 2016    Temat postu:

Też we mnie jest ten straszny żal, że część narodu dała się otumanić, a część miała wybory w "d".

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Daga




Dołączył: 13 Lut 2009
Posty: 22264
Przeczytał: 32 tematy

Pomógł: 4011 razy
Ostrzeżeń: 0/4

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 18:22, 15 Sie 2016    Temat postu:

Wczoraj w Innym Punkcie rozmawiała Magdalena Grzebałkowska - reportażystka, o swojej książce 1945r - Wojna i pokój

[link widoczny dla zalogowanych]

Opisuje ona czas powojenny, gdzie dopiero zaczęła się prawdziwa tragedia, dla obolałych, poobijanych ludzi.
Życie dla przesiedleńców na ziemiach odzyskanych było koszmarem wielkiego strachu, że nie wiadomo kiedy będą musieli oddać te domy, ogrody, sady, pola i co z nimi dalej będzie?
Nie czuli się jak u siebie. Nie remontowali domów i zagród z wiadomych względów.
Wrocławianie np. poczuli się jak u siebie dopiero w 1997. Ale było to świadome z poszanowaniem przodków miasta, którzy tam żyli i tworzyli.
Dylematów było wiele, ale dla mnie najważniejsze było stwierdzenie pani Magdaleny, to co słyszałam często u siebie w domu od mojego kochanego tatulka.
Z końcem wojny skończyło się w prawie, jakie ono by nie było - TAK - Okupant trzymał zasady, złe dobre, ale wiadomo było czego okupant wymaga i co jest niedozwolone.
Często pytałam o to "PRAWO", w które niedowierzałam i wtedy mój tatulek dawał mi różne przykłady Np. Przypomnę, że rodzice i 2 synów żyli w Łodzi, a tata był motorniczym w Tramwajach -Jadąc w nocy tramwajem technicznym ( chyba ul Kilińskiego - o ile mnie pamięć nie myli ) mimo jazdy z prędkością prawidłową rozbił samochód niemiecki z pijanym towarzystwem wracających z imprezy ostro zakrapianej, który wyjechał z bocznej ulicy prosto pod tramwaj. Tata mój słyszał tylko Oh! Mein GotT!, Mein Got!. Przyjechali Niemcy, obmierzyli, zabrali motorniczego na Policję Przesłuchali, następnie obliczyli, porównali z zeznaniami i wypuścili.
Nigdy przez całą okupację nie miał kłopotów po godz. policyjnej jako, że miał odpowiednią legitymację pracy zmianowej. A więc prawo było przestrzegane, mimo nazistowskich morderstw.
Po wojnie już nikt nie był pewny dnia ani godziny, bezprawie, partyjne kolesiostwo i przemoc. Zaczęły się inne problemy.

I o tym nie pamiętamy, jak się rodził nazizm, jaką mieliśmy niepewność w latach powojennych (nie ja, rodzice moi ). O dziwo ludzie starsi hołdują kaczyście z "zerem" Antkiem i innymi dziwolągami, mimo że popisali się już swoimi "zasadami " i zapędami 9 lat temu.


Nie do wiary!!!! nie do wiary!!!!!


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Daga dnia Pon 18:23, 15 Sie 2016, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
hajdi




Dołączył: 08 Gru 2008
Posty: 25572
Przeczytał: 38 tematów

Pomógł: 4257 razy
Ostrzeżeń: 0/4
Skąd: Gliwice
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 19:11, 15 Sie 2016    Temat postu:

Wiadomo, że u Niemców "ordnung muss sein" i nie piszę tego ironicznie tylko z uznaniem. Takie same zasady wyznawali zawsze Ślązacy i Wielkopolanie, będący też pod pruskim zaborem.
A teraz tak jak po samej wojnie również nie znamy dnia ani godziny, panuje bezprawie, hulaj duszą i są równi i równiejsi, a już zwłaszcza przed sądem Sad


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
multilatek




Dołączył: 12 Sty 2010
Posty: 1304
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 926 razy
Ostrzeżeń: 0/4
Skąd: Łódź
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 12:17, 16 Sie 2016    Temat postu:

Kiedy skończyła się wojna, miałem siedem lat. Ówczesnych siedmiolatków nie należy porównywać z dzisiejszymi dziećmi. Było niemal pewne, że nie pójdę do szkoły, bo w Łodzi nie było szkół dla polskich dzieci. Uczyli mnie dziadkowie i umiałem pisać i czytałem. Byłem świadkiem kilku zdarzeń, które zapamiętałem na zawsze. Pamiętam, jak niemiecki żandarm zatrzymał tramwaj do którego wskoczył już w biegu jakiś człowiek. Wejścia do tramwaju były otwarte, ostatni wsiadający zamykał za sobą wejście symbolicznie, białym drążkiem. Człowiek wskoczył do drugiego wagonu. Musiał być Polakiem.
Żandarm wywołał delikwenta, upewnił się kto zacz i walnął go kilka razy pięścią. Dał znak motorniczemu i tramwaj pojechał. Warknął przy tym o świńskich porządkach. Rozumiałem takie powiedzonka.
Czterysta lat rządów Habsburgów nauczyło porządku Czechów. Nam przypadli nauczyciele mniej kulturalni.


Post został pochwalony 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Daga




Dołączył: 13 Lut 2009
Posty: 22264
Przeczytał: 32 tematy

Pomógł: 4011 razy
Ostrzeżeń: 0/4

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 16:38, 16 Sie 2016    Temat postu:

Nie żartuję! Very Happy Powinniśmy chronić od zapomnienia o tamtych latach, bo tych co jeszcze mogą pamiętać jest co raz mniej.
To są takie reportaże, które może zostaną dla nas, ale możemy poznać jak to w czasie wojny i po wojnie bywało.
Ja mam wyrzuty sumienia, że nie zapytałam Tatulka, czy mamci o różne rzeczy, ale z tych szczątków wyziera obraz jak żyli, jak się bawili, mimo wojny, jak się narażali, jakie mieli nadzieje i marzenia.

Myśmy mieli w rodzinie Jubilerów, a więc mój tatulek handlował złotem, diamentami i innymi kosztownościami, pracując w tramwajach jako 2-gie pokolenie ( mój dziadziuś grał w orkiestrze tramwajarskiej, ale zmarł, jak mój tatko miał 9 latek i chyba dostał tą pracę po ojcu - tak kiedyś bywało)
A więc przynosił jubilerskie wyroby, które ktoś zamówił. Kiedyś majster tatę ostrzegł niby nic nie wiedząc co tata robi, że Niemcy puścili w obieg torebeczkę z brylancikami. Tata mi tylko powiedział, że nie zainteresował się ową torebeczką i może to uchroniło go przed wpadką? Z różnymi kosztownymi rzeczami szedł z wieczora na wieś za Łódz, ktoś za to płacił żywnością i w nocy tatko wracał robiąc np. 16 km w obie strony i za to dostawał część jakiejś słoniny, czy boczku i szedł na zmianę do pracy. Patrzyłam na Tatę z podziwem, bo ja bym nie przeszła takiej drogi ( choć przyzwyczajona byłam do chodzenia, ale jeszcze iść lasem w nocy???? O! nie wyobrażam sobie siebie), ale może dla dzieci też dałabym radę, jak bym musiała.

"Nasze podwóreczko jest bardzo małe", ale może posłuchajmy pani Magdaleny Grzebałkowskiej, o co prosi, żeby sobie przekazywać takie różne opowieści.

[link widoczny dla zalogowanych]


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
hajdi




Dołączył: 08 Gru 2008
Posty: 25572
Przeczytał: 38 tematów

Pomógł: 4257 razy
Ostrzeżeń: 0/4
Skąd: Gliwice
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 16:46, 16 Sie 2016    Temat postu:

Dużo opowieści rodzinnych z czasów wojny nasłuchałam się w dzieciństwie i młodości. Wiele z nich znam na pamięć. Ale teraz one nie zginą, bo mój mąż wiele opowieści mojego taty nagrał na dyktafon. Trzeba by to spisać, może kiedyś się do tego zabiorę, a póki co mój tatulek jeszcze żyje i zawsze o coś innego go podpytujemy.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
hreczka




Dołączył: 08 Gru 2008
Posty: 15735
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 5118 razy
Ostrzeżeń: 0/4

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 17:38, 16 Sie 2016    Temat postu:

.
Multilatek przypomniał mi - moje początki edukacji;

° Kraków, końcówka okupacji. Salka kościelna, (lub klasztorna) i nauczycielki przebrane za zakonnice. Takich ubiorów, już po wojnie - nigdy nie widziałam!

Inne, okupacyjne "migawki";
° Niemiecki chłopiec, mój rówieśnik, (a mieszkaliśmy za szpitalem w domkach dla personelu, gdzie schowała nas Ciocia Zosia i tam też Tatko pracował jako stolarz), więc ten chłopak jadł pajdę chleba, na końcu której... leżał - jeden plasterek kiełbasy, (choć ja nie wiedziałam wtedy - co to jest! Wink )

° Była taka bieda z żywnością, że pamiętam, jak Matula (z córeczką Z.) - wybierała ze szpitalnych koszy na śmieci - schowane tam, przez pracującą w szpitalu - Ciocię - jakieś posiłki.

° Tatulek, wraz z dziesięcioma innymi - został wyznaczony na rozstrzelanie, jeżeli natychmiast nie odnajdzie się niemiecki dyrektor szpitala! Opiekuńczy Anioł - Ciocia Zosia - przeprowadziła błyskawiczne śledztwo i odnaleziono - kompletnie pijanego dyrektora!
Tato - ocalał!

° Wcześniej zbiegł z transportu jeńców wojennych. W okolicach Krakowa - jakoś wyskoczył z wagonu i ukrył się w polu z kartofliskiem. (Niestety, nie dowiem się nigdy - gdzie jechał ten transport, czy na zachód, czy na wschód (Katyń)?!)

° Tatko też okazał się naszą ochroną, bo w czasie nalotów i bombardowania - nie zgodził się na przeniesienie Rodziny w głąb szpitalnego schronu i ocalił nam życie. W czasie kiedy na noszach wynoszono stamtąd zakrwawione strzępy - Rodzice gdzieś nas schowali. Później - mogłam jedynie dotknąć ciepłej bomby - większej ode mnie!

° Pamiętam budzącą grozą opowieść, że w czasie łapanki na ulicach Krakowa - uchyliła się jakaś brama i przyjazna ręka - wciągnęła wgłąb - moją Mamę...

Było też wiele innych momentów, które pamiętam, ale opisane wyżej - były najbardziej traumatyczne.

Crying or Very sad


Post został pochwalony 2 razy

Ostatnio zmieniony przez hreczka dnia Wto 18:03, 16 Sie 2016, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Daga




Dołączył: 13 Lut 2009
Posty: 22264
Przeczytał: 32 tematy

Pomógł: 4011 razy
Ostrzeżeń: 0/4

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 20:41, 16 Sie 2016    Temat postu:

Przeczytałam te wspomnienia z łezką w oku, bo wyobraziłam sobie te sytuacje i małą dziewczynkę, która nie tylko przeżyła, ale z nami jest i to jest bagaż przeżyć które mała Z. nosi Very Happy
Ja się urodziłam w lipcu, po wojnie i mogę tylko przytaczać opowieści rodziców.
Ale za to w z lat okupacji tej drugiej wiem sporo, bo mnie kształcono żebym swoim zachowaniem nie ściągnęła nieszczęścia na całą rodzinę. Może nie tak, raczej chodziło mojemu tatulkowi wpoić w jakim kraju żyjemy.
A tacy ludzie jak nasza rodzina żyliśmy jak na bombie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
multilatek




Dołączył: 12 Sty 2010
Posty: 1304
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 926 razy
Ostrzeżeń: 0/4
Skąd: Łódź
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 22:55, 23 Sie 2016    Temat postu:

Szołem Alejchem Z jarmarku, powieść autobiograficzna.
Autor uzasadnia wybór tej formy jako konieczność. Ktoś, kiedyś uzna, że wie o nim wszystko i nawypisuje bóg wie co a on sam jeszcze żyje i może wszystko sam...
Autor, to jedno z czołowych nazwisk literatury żydowskiej. Powieść, zamierzona na dzieło wielotomowe, obejmuje tylko dzieciństwo i wczesną młodość. Tyle starczyło życia. Urodził się w 1859 r., jako Szołem Rabinowicz w Perejasławiu, w rodzinie ortodoksyjnych Żydów. Jego ojciec był kupcem zbożowym, dzierżawcą poczty, dostawcą buraków. Rodzima żyła jednak z dochodów sklepu tekstylnego matki. Matka zmarła w skutek epidemii cholery, kiedy Szołem był jeszcze dzieckiem. Ojciec ożenił się powtórnie. Macocha nie była miła dla Szołema. Sporządził nawet słowniczek określeń, jakimi go traktowała. Ojciec namówiony przez znajomych posłał Szołema do rosyjskiej szkoły powiatowej, którą ukończył w wieku lat 17 z wyróżnieniem. Zaraz potem uzyskał posadę nauczyciela w domu bogatego żydowskiego właściciela majątku. Był to najszczęśliwszy okres jego życia. Niestety nieuchronne były skutki. Młody nauczyciel zakochał się z wzajemnością w uczennicy i musiał opuścić dom chlebodawcy. Po długiej tułaczce w poszukiwaniu jakiegoś zajęcia, został rabinem i tu kończy się tekst powieści.
Oryginał był pisany w języku jidisz i tłumaczony na polski. Szołem musiał znać polski, bo na okładce widnieje tytuł napisany własnoręcznie przez autora po polsku. Narysował również swój autoportret.
Tyle faktów a teraz o rzeczy samej.
Świat Szołema, to świat żydowski. Gdyby w opisie świata pozostać przy klasykach żydowskich, to wszystko, co nie należy do żydowskiej tradycji, obrzędów, obyczajów, byłoby jakieś mgliste i mało realne. Są w tym świecie jacyś goje, ale oni są obcy jak marsjanie. Świat Żydów pełny jest nakazów i zakazów. Obyczaj jest żywy, dotyczy każdego drobiazgu i pilnie przestrzegany jest nakaz trzymania się razem. Wujkowie prześcigają się w pobożności. Szołem zyskuje sobie powszechne uznanie ponieważ zna Tanach na pamięć i potrafi powiedzieć skąd pochodzi każdy werset. Jednocześnie opis życia w biedzie i poniewierce, w błotnistej Woronce a później w Perejesławiu jest pełny dowcipu i swoistego, żydowskiego kpiarstwa.
Czytając autobiografię Alejchema nie sposób nie przywoływać doskonale oddanego klimatu Woronki w opisie Anatewki i jej mieszkańców.
Byli pierwowzorem Tewje mleczarza, jego rodziny i znajomych.
Szołem Alejchem stworzył również postać Menachema Mendla, człowieka do wszystkiego.
Urok tego tekstu najlepiej odda krótki fragment początku opowieści, który pozwalam sobie przepisać:

" Z jarmarku może również znaczyć "z życia", bo życie podobne jest do jarmarku. Każdy jest skory do porównywania ludzkiego życia z czymkolwiek. Pewien stolarz powiedział kiedyś: - Człowiek jest jak stolarz. Żyje, żyje, a potem umiera. Tak też bywa z człowiekiem.
- Od szewca słyszałem, że życie człowieka podobne jest do pary butów. Kiedy podeszwy są już zdarte, to znaczy, że koniec. Pora głowie do piachu. Zupełnie naturalne będzie, jeśli furman przyrówna człowieka, nie przymierzając, do konia. Dlatego nie dziw, że takiemu jak ja człowiekowi, który przetarabanił już pół setki lat, a teraz zabrał się do opisania swego życia, wpadło do głowy przyrównać własną przeszłość do jarmarku.
Prawda jednak nie przedstawia się dokładnie tak; kiedy mówi się "z jarmarku", to ma się na myśli drogę powrotną albo wrażenia wyniesione z wielkiego jarmarku. Człowiek, kiedy wybiera się na jarmark, jest pełen nadziei. Spodziewa się znaleźć tam jakieś nadzwyczajne towary. Leci więc na jarmark jak strzała z łuku. Mknie jak szalony. Nie zaczepiajcie go wtedy. On nie ma czasu!
Gdy powraca z jarmarku, wie już co kupił. Wtedy ma czas. Może ochłonąć, może też zdać relację ze swoich osiągnięć. Może opowiadać powolutku, nie spiesząc się, o wszystkim. Z kim się na jarmarku spotkał, co widział i co słyszał....

Z jarmarku wydano w 1916 roku w N. Yorku


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez multilatek dnia Wto 22:57, 23 Sie 2016, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
DAK
Administrator



Dołączył: 15 Gru 2008
Posty: 6428
Przeczytał: 17 tematów

Pomógł: 2896 razy
Ostrzeżeń: 0/4
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Wto 23:28, 23 Sie 2016    Temat postu:

Oj, cudne to.
Bardzo mi pasuje to porównanie. Dziwię się właśnie sobie - gdzie te moje zaangażowania, gdzie ten pośpiech, który towarzyszył mi cały czas.
A to takie jasne - przecież ja już właśnie wracam z jarmarku. Wink

A przy okazji o Autorze i jego dziele. Jakieś 20 lat temu kupiłam jego Dzieje Tewje Mleczarza, mając nadzieję na te właśnie charakterystyczne iście filozoficzne sformułowania. Pamiętam jednak, że byłam lekko zawiedziona. Doszłam wtedy do wniosku, że wprawdzie adaptacje filmowe z reguły nie dorównują dziełu literackiemu, to to jest jeden z tych przypadków, które są wyjątkiem potwierdzającym zasadę.
Ale jestem ciekawa jak odebrałabym to dziełko teraz gdy już wracam z jarmarku, ale nie widzę jej na półce. Być może czas, gdy się idzie na jarmark nie pozwala na odbieranie wielu wrażeń i smaczków. Wink


Post został pochwalony 1 raz

Ostatnio zmieniony przez DAK dnia Śro 10:20, 24 Sie 2016, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
multilatek




Dołączył: 12 Sty 2010
Posty: 1304
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 926 razy
Ostrzeżeń: 0/4
Skąd: Łódź
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 12:08, 26 Sie 2016    Temat postu:

Krzysztof Daukszewicz "Przeżyłem Panie Hrabio" . Ilustracje: Szymon Kobyliński. Wydawnictwo Art B PRESSE.
120 stron tekstów monologów, piosenek i cytaty z prasy od 2 stycznia do końca roku 1990.

Jedno prorocze zdanie;
...a na pytanie Pana Hrabiego: - Co w takim razie oznaczają w naszym kraju słowa pluralizm i demokracja? To odpowiadam, że co to jest pluralizm i demokracja, to wie teraz tylko Lech Wałęsa, ale wygląda na to, że prawidłową odpowiedź schowali na później bracia Kaczyńscy.

Całość mnie nie porwała. Może kiedyś było w nas więcej optymizmu. Dziś trudno o uśmiech. W ponurej rzeczywistości, ze świadomością, jak głupim jesteśmy narodem, jak potrafimy zniszczyć to, co jeszcze niedawno z takim trudem budowaliśmy..


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kszzzz
Administrator



Dołączył: 08 Gru 2008
Posty: 15293
Przeczytał: 39 tematów

Pomógł: 4119 razy
Ostrzeżeń: 0/4

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 16:32, 26 Sie 2016    Temat postu:

Niestety, kaczyzm sprawił, że wiele aspektów życia, a zapewne także pozycji lepszej lub gorszej literatury, jest nieśmiesznych...

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
hajdi




Dołączył: 08 Gru 2008
Posty: 25572
Przeczytał: 38 tematów

Pomógł: 4257 razy
Ostrzeżeń: 0/4
Skąd: Gliwice
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 19:16, 26 Sie 2016    Temat postu:

Mnie Daukszewicz też już nie śmieszy. Życie przerosło kabaret.
Meneliki podobały mi się, nie wiem jak bym je przyjęła teraz, ale szkoda mi czasu na czytanie czegoś takiego. A Prawdziwki i Zmyślaki" to jest wg mnie straszna chała.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
multilatek




Dołączył: 12 Sty 2010
Posty: 1304
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 926 razy
Ostrzeżeń: 0/4
Skąd: Łódź
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 21:07, 26 Sie 2016    Temat postu:

Jak już gdzieś pisałem, przeglądam półki, które zapełniałem od lat i wyszukuję okładki całkowicie zapomniane. Tak trafiłem na Daukszewicza. A skoro już wziąłem do ręki, to i przeczytałem. Mam pełny komplet Książek Andrusa, które odstawiłem po dziesięciu przeczytanych stronach.

Nasi rozśmieszacze epoki socjalizmu mieli łatwiej. Wystarczyła cienka aluzja i był śmiech. Dziś trzeba by śmiać się z idiotów a człowiek upośledzony umysłowo nie jest śmieszny.

Nigdy nie oglądam programów TV reklamowanych jako niebywale zabawne, których treścią są wyczyny debili skutkujące połamaniem, potłuczeniem lub rozbiciem.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
multilatek




Dołączył: 12 Sty 2010
Posty: 1304
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 926 razy
Ostrzeżeń: 0/4
Skąd: Łódź
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 14:39, 27 Sie 2016    Temat postu:

Dashiell Hammett, Papierowy człowiek to druga, po „Sokole maltańskim” tego autora, książka wznawiana w serii klasyków literatury kryminalnej.
Postanowiłem przeczytać kryminał. Są wakacje, wszyscy odpuszczają, to niech będzie kryminał. Jeden z najlepszych. Przyznam, że wciągnął mnie dowcipnymi dialogami, bo problem, jak to w kryminale, kto zabił?

Polski kryminał był swojego czasu chwalony za wierność w opisach rzeczywistości stołecznej i powiatowej. Muchy w barze mlecznym, dziury w jezdniach, potłuczone żarówki w latarniach, szarość ulicy i tandetność tzw programów rozrywkowych, opłacanych dodatkowo po godzinie dwudziestej. Zmęczeni milicjanci, psujące się nyski, stare maszyny do pisania, bryndza…

Tu wszystko spitzenklasse. Hotele nowojorskie, pomiędzy którymi jeździ taksówkami jakieś dwadzieścia różnych postaci. Cały swój czas poświęcili na wyjaśnienie zagadki. Cały czas piją koktajle i whisky, palą drogie papierosy, włóczą się różnych lokalach, przeważnie bardzo podejrzanych i wydają furę pieniędzy, które mają nie wiadomo skąd. Policjant, skądinąd sympatyczny, nie ufa detektywowi, który ujawnia tylko część tego, co naprawdę myśli. Naiwna żona detektywa całe dnie spędza na zakupach, albo paple głupstwa z przyjaciółkami. Od czasu do czasu potrafi jednak błysnąć kobiecą intuicją. Ludzie młodzi są zbuntowani, piją, fatalnie się wyrażają i mają pretensje do rodziców o niewłaściwe romanse. Co druga postać ma nowe nazwisko, bo wcześniej była znana, jako ktoś zupełnie inny…
Czytelnik wie, że w tej masie nieistotnych drobiazgów autor ukrywa informacje znaczące. Kiedyś, po stwierdzeniu, kto zabił, posłużą do wykazania, że rozumowanie detektywa jest ciągiem logicznym wniosków z przebiegu zdarzeń.
Po przeczytaniu miałem wrażenie, że straciłem prawie trzy dni na głupstwa, ale przecież nie muszę stale drapać się na Zawrat.
Mogę czasem pokręcić się na karuzeli.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
hajdi




Dołączył: 08 Gru 2008
Posty: 25572
Przeczytał: 38 tematów

Pomógł: 4257 razy
Ostrzeżeń: 0/4
Skąd: Gliwice
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 19:27, 27 Sie 2016    Temat postu:

Oczywiście Multilatku, że nie musisz stale wdrapywać się na Zawrat.
Wakacje to odpowiednia pora na kryminał i jak też bardzo lubię kryminały, zwłaszcza latem.
Sokoła maltańskiego poznałam w postaci filmu z Humpreyem Bogartem i nie wydaje mi się bym chciała to czytać. Lata 20-30 ub. wieku w USA są bardzo odległe od naszej rzeczywistości i być może mało zrozumiałe. Przecież te wszystkie filmy o Alu Capone działy się w tamtych czasach. Dla mnie to prehistoria Smile


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
DAK
Administrator



Dołączył: 15 Gru 2008
Posty: 6428
Przeczytał: 17 tematów

Pomógł: 2896 razy
Ostrzeżeń: 0/4
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Sob 19:48, 27 Sie 2016    Temat postu:

Moja wakacyjna lektura to były dwie części o OWCACH.
To w sumie jest i karuzela, ale i trochę Zawratu przy okazji.

Leoni Swann - Sprawiedliwość owiec i cz. 2 pt. Triumf owiec (pierwsza lepsza). Cz. 1 była największym przebojem 2006r.
Jakże chciało mi się wracać do moich owiec, gdy całe towarzystwo wakacyjne poszło już spać, a ja wchodziłam w świat ich logiki i mądrości.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
multilatek




Dołączył: 12 Sty 2010
Posty: 1304
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 926 razy
Ostrzeżeń: 0/4
Skąd: Łódź
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 21:33, 27 Sie 2016    Temat postu:

Ściągnąłem sobie Sprawiedliwość owiec w formie audiobooka i widzę, że będzie wesoło. Dzięki za sugestię. Miewam już kłopoty ze znalezieniem czegoś do czytania. Książek mam wiele, ale najważniejsze przeczytałem a całe serie czytadeł wagonowych mnie nie podniecają. Córka miała je wynieść do szpitalnej biblioteki, ale jakoś to jej nie wychodzi i na nowe nie ma miejsca.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.spotkania.fora.pl Strona Główna -> Kultura / Nasze: lektury, filmy, muzyka Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 9, 10, 11 ... 15, 16, 17  Następny
Strona 10 z 17

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin